#YOLO Jakub Koisz - recenzja

To bardzo pokręcona książka. Jest w niej tyle przyjaznej codzienności i opisów wprawiających w pozytywny nastrój, że gdyby je wyciąć i przekleić na jakąś przestrzeń – nie zakrylibyśmy najmniejszej dziury na polskich drogach. No więc jaka jest codzienność bohaterów książki debiutanta? Dlaczego uważam, że to udany debiut i jakie mam wrażenia po przeczytaniu całej historii w kilkanaście dni?

Jeśli ktoś wnikliwie czyta mojego bloga, wie, że czytam książki bardzo wolno. Arcydziełami rozkoszuję się naprawdę długo. Są jednak pewne historie, które nie dają mi spokoju. Chcę je skończyć czym prędzej. Książka #yolo zaliczała się do tych właśnie historii, które sprawiały mi czasami wręcz autentyczny ból i prawdziwą odrazę do człowieczeństwa. I co ciekawe nie jest to historia w całej swojej wulgarności spłycona.

Poznajemy bohatera, który nie przedstawia nam się z imienia, ale jest cynicznym, ironicznym narratorem, który śledzi losy swoich przyjaciół. Najważniejsze jest to – że ten człowiek skończył już z braniem. Mimo to z niewyjaśnionych przyczyn spędza czas z bliskimi, którzy nadal biorą bardzo aktywnie. Ich życie obraca się wokół imprez. Od wzięcia do wzięcia. Aż przeraża wizja świata złożonego jedynie z ciemnych pomieszczeń, rozjaśnianych jedynie laserowymi promieniami klubów, głośnych elektronicznych brzmień, w których człowiek jedynie czerpie przyjemność z kolejnego tripa. Może dlatego jest dla mnie to tak przerażające, bo nigdy w takim towarzystwie się nie obracałem, a moje życie wypełniają dużo wznioślejsze wartości niż jedynie głośna muza, narko-przygody i partycypowanie w tych epickich wydarzeniach dookoła. 



Sporo można o książce dowiedzieć się z jednego z lepszych wywiadów Paciorka – serdecznie polecam przy okazji:



Bardzo fajnie by było wiedzieć kim jest enigmatyczne Zu Uo, którego wątek jest naprawdę bardzo głęboki. Szczególnie jak porówna się to z ostatnim cytatem tego bohatera, który ujęty jest przez Pomadę: „(…) twierdził, że czasami modlił się o deszcz, który zamknie nas w czterech ścianach (…)”. Mega jest czytać wpisy Zu Uo wiedząc kim w rzeczywistości jest. Kurde, naprawdę szczęka mi opadła i nie spodziewałem się, że jest nim we własnej osobie …

Postacie nakreślone są grubą kreską – każdego z opisywanych ludzi sam znam i naprawdę fajnie było zapoznać się z całą ferajną. Żałośnie się to wszystko kończy i ogólnie wszystkie te obrazki raczej obrzydzają i czasami wręcz wkurzają, że ludzie babrzą się z jakichś powodów w tych rozmaitych jak się okazuje gównach. Nie można jednak powiedzieć, że ludzie w trakcie historii dojrzewają. Jeśli ta historia powstała w 3 tygodnie – to naprawdę szczery szacun Jakub!

Mogę pochwalić autora za to, że nadał historii narkomańskiej głębii i morału. Naprawdę rewelacyjnie było porozmyślać o podejściu cyników do życia, świata, ludzi. Patrzą faktycznie z obrzydzeniem, co jest naprawdę świetnie rozkminione i bohater nie ma argumentów do walki. Super, że nie ma tam też przesady przy psychologicznych profilach, że to brak miłości mamy sprawia, że człowiek sięga po dragi. Każdy w dzisiejszych czasach dobrze wie po co sięga i jaką drogę życia obiera. Grunt to odpowiednie decyzje podejmować i wiedzieć czego się oczekuje od życia. Trochę jest w tym oklepanym powiedzeniu: „Jeśli nie umiesz doceniać tego co masz to nigdy nie będziesz szczęśliwy”.




Daję mocne 8/10 a odejmuję po punkcie za wulgarność (rozumiem, że to taki miał być plan, ale ja nie pozwolę sobie nigdy na takie coś….). A drugi punkt odejmuję za to, że tak cholernie ciężko czytało się praktycznie same imprezy i kacstory. Ale to moja ocena, uważam to za jedną z ważniejszych lektur w moim życiu – otworzyła perspektywę na wiele spraw, pokazała jak mówić o ważnych rzeczach w sposób prosty i aktualnym językiem i nie było moralizatorskich mów w stylu: „nie ćpaj, żyj” – człowiek po przeczytaniu tej książki jest tak przeorany, że się zwyczajnie odechciewa już za cokolwiek łapać…

Moralizatorska, bez specjalnych morałów i banałów.

Dzięki za tą książkę @JakubKoisz

Pozdrawiam
Rafau