"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat"-opowiadanie i krótki komentarz

Opowiadanie

„Pogoda jaka przywitała mnie dziś rano za oknem była niezwykle obojętna na pojawiający się nowy dzień w kalendarzu. Słońce było schowane za grubą warstwą chmur i smogu. Dookoła szarość i obojętność. Wczorajszy wieczór był ciężki. Brat poprosił mnie o pomoc w przygotowaniu się do egzaminu. Sama też musiałam uczyć się do zakończenia swojego roku akademickiego. Cały rok był bardzo ciężki, marzę o urlopie, albo chociaż chwili odpoczynku. Przecieram oczy i odczuwam silne zmęczenie. Dopiero krytyczny czas na zegarku zmotywował  mnie do energicznego zbierania się do wyjścia. Nie mogę sobie pozwolić na spóźnienie, bo rodzice dziecka, którym się zajmuję, nie mogą spóźnić się do swojej pracy. Kiedy wyszłam na zewnątrz wszystko wydawało się zastygnięte jak w jakimś szarym budyniu. Ślamazarne kroki przechodniów wydawały się jakby czas zwolnił o połowę. Upewniłam się na swoim czarnym zegarku, że to tylko mylne wrażenie. Mgła i wilgoć wiszą nad miastem jakby sprowadzając na głowę obywateli spowolnienie i ospałość. Miny wszystkich dookoła świadczyły o tym, że każdy wstał lewą nogą. To taka mina jakby ktoś zjadł coś nieświeżego, albo zbyt kwaśnego. Przy okazji spoglądania na zegarek poczułam się przymuszona do przyśpieszenia kroku w odróżnieniu do otaczającego świata, który obserwowałam.





Odebrałam dziecko od rodziców, którzy wyglądali jakby dopiero co się pokłócili. Tak sobie myślę, że zawsze ta atmosfera była w tym domu do czasu, aż rodzice nie wyszli do pracy. Opiekowałam się Nikolką już kilka miesięcy. Dziś też nie miała humoru, dokładnie tak, jak całe miasto. Ubieranie jej na spacer było koszmarem. Dopiero długie przekonywanie dziewczynki, że z założonymi rękoma i skrzyżowanymi nogami nie uda mi się jej nałożyć bluzeczki i spodenek zaowocowało jakimś kompromisem. Przed wyjściem spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Zmęczona twarz, i podkrążone oczy nasunęły mi pewną myśl. Nie odróżniam się wcale od całego miasta w dniu dzisiejszym. Nawet ubrałam się dziś jak na żałobę w której całe miasto dziś tkwi, bez nadziei na poprawę.


Kiedy podeszliśmy pod przystanek zaczęło padać. Wszystkim czekającym na autobus około dziesiątej opadły morale już kompletnie. Jakby kwaśny deszcz przypomniał wszystkim śniadanie, a jego zapach wywołał obrzydzenie. W jednej chwili zrobiło się jeszcze ciemniej i smutniej. Właśnie w tym krytycznym momencie zaszła to znaczące wydarzenie. Właśnie odszedł mi z głowy cel mojej podróży- gdzie ja w ogóle jechałam? Sens życia rozpłynął się razem z deszczem, spływając do kratek ściekowych. I właśnie wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Nikola zaczęła się śmiać. I to tak zaczęła się zanosić, że nie sposób ją było uspokoić. Słodki głosik wykrzykiwał salwy śmiechu. Trwało to prawie minutę. W jednej chwili pojawiło się słońce, a na przystanku ludzie zaczęli się do mnie uśmiechać. Pewnie część osób pomyślała, że jestem jej mamą, ale nie przeszkadzało mi to zbyt mocno – chciałabym mieć taką córeczkę. Dookoła jakby rozpogodziło się zarówno w ludzkich głowach jak i na całym osiedlu. Nikomu już nie przeszkadzał deszczyk lśniący w przebijającym się przez chmury słońcu. Kryształki wody nadały tej chwili niezwykłego blasku. Jak uchwycone spontanicznie zdjęcie – wyjątkowe, niepowtarzalne i cudowne. Zapamiętam tę chwilę na zawsze.”

Komentarz

Dlaczego tak rzadko zdarzają się miłe zwroty akcji jak ten śmiech dziecka. Nawet nie wiadomo co Nikolkę tak rozśmieszyło. Być może ten gest dziecka  - tak spontaniczny, nieprzewidywalny i wspaniały – poprawił dzień nie tylko mój, ale i osób dookoła. Jakby spełniło się powiedzenie Janusza Korczaka: „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat.” Wyobraź sobie co by to było gdyby każdy zachowywał się właśnie tak jak to dziecko. Zaśmiewał się z czegoś w głos tylko dlatego, że coś nas rozbawiło. Wzruszał się w autobusie, albo cieszył z radosnej informacji gdziekolwiek by się nie znalazł. 

Lekcja dla mnie

Z tego przeżycia uczę się spontaniczności i tego, żeby doszukiwać się pozytywnych stron życia, nawet kiedy wszystko dookoła stara się nam wmówić, że jest beznadziejnie smutno. Może to właśnie kwestia dziecinności. Jak każdy będzie dzieckiem – pozwalał sobie na takie spontaniczne dzielenie się swoimi przemyśleniami i uczuciami – będzie nam wszystkim radośniej, co? 

Przytoczę na koniec jeszcze jeden cytat tego samego myśliciela  - wychowawcy :
„Powiadacie:
– Nuży nas obcowanie z dziećmi.
Macie słuszność.
Mówicie:
– Bo musimy się zniżać do ich pojęć. Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się. Nie to nas męczy. Ale – że musimy się wspinać do ich uczuć. Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać. Żeby nie urazić.”


A ja dodam jeszcze od siebie: „śpieszmy się znajdować w sobie dziecko, tak szybko przekształcamy się w  dorosłych ważniaków”.



Pozdrawiam
Rafau