Szpital - rozdział 16

MACIEJ

Maciej na widok przyjaciela uspokoił się. To tak jakby miał teraz guzik atomowy do własnej dyspozycji. Krzysiek to był tak postawny człowiek, że nawet ubrany w hawajską koszulę, klapki i z gumową kaczuszką w ręku nadal będzie budził respekt. Był jednak ubrany w wojskowe spodnie khaki w kolorze swojego samochodu. Czarna świszcząca kurtka sprawiała, że zdawał się jeszcze większy niż na co dzień. Nieogolony, wysoki na ponad metr dziewięćdziesiąt i z delikatną nadwagą. Może nie był bardzo otyłym człowiekiem, ale na tyle było go dużo, że zajmował więcej niż jedno standardowe człowiecze miejsce. Mało osób w tym rejonie świata mogłoby pomylić go z kimś znajomym. To był naprawdę wielki człowiek. Kiedy uścisnął dłoń Maćkowi głęboko się strapił.

-Co ci się stało?-zapytał konkretnie.
-To poważna sprawa, stary. Posłuchaj uważnie całej tej pokręconej historii i pomóż mi to rozwiązać.




Przysiedli na ławce pod szpitalem i powoli opowiadał przyjacielowi co się wydarzyło. Krzysiek na informację  o Ani od razu zagwizdał i powiedział, że skoro z nim poszła do archiwum to dała mu zielone światło. Ciężko wręcz o  bardziej jednoznaczny znak, jak mogłeś go zignorować. Ewidentnie chciała przygody, tłumaczył Maćkowi Krzysiek. Przy tej okazji opowiedział o swoim podboju z zeszłego wieczoru. Wrócili po chwili spowrotem do głównego tematu. Maciek tłumaczył wszystko co się wydarzyło i oddawał przy tym uczucia jakie mu towarzyszyły. Krzysiek tylko kręcił głową. Nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Zbliżała się piąta nad ranem.

-Mamy jakieś dwie godziny, żeby znaleźć tego kolesia co go przywieźli. Obawiam się, że to Anię przywieźli. Pobiegła tam i coś jej zrobili. Wydaje mi się, że ich całą rodzinę chcą po prostu zabić, rozumiesz?
-Nie, stary, to chore – odparł Krzysiek, ale nie było w tym grama ironii. Szczere niedowierzanie w usłyszane wydarzenia.

Maciej zaproponował poszukać windy, która prowadzi na poziom -1. Krzysiek nie rozumiał za bardzo dlaczego tam idą, ale zaufał przyjacielowi. Ich relacja była oparta w większości na zaufaniu. Lata wspólnych doświadczeń sprawiły, że mogli spojrzeć na siebie i od razu wiedzieli co myśli druga osoba.  Jeden drobny gest zawahania i musiałby się go dopytać co robią, jednak nic takiego nie zauważył. Widział w Maćku pewność i determinację, więc chciał być dla niego wsparciem. Szli pustymi korytarzami jakby wszyscy pozwolili sobie na sen. Nie było absolutnie nikogo. Dotarli do zachodniego skrzydła gdzie znaleźli nowoczesną windę. W środku było wielkie lustro i mnóstwo przestrzeni. Napis ostrzegał, że nie udźwignie więcej niż dwunastu dorosłych ludzi. Maciej spoglądając w odbicie myślał o tym jak będzie wyglądało jego życie po tych dwóch dniach pracy w szpitalu. Absolutnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Cały świat poza Anią i Krzyśkiem uzna go za wariata jak nagłośni tą sprawę. Winda jakby działająca pod wodą z wyjątkowo wolnymi ruchami przemieszczała się na poziom -1. Kiedy wyszli z windy ukazał im się bliźniaczy korytarz do archiwum. Różnica polegała na tym, że do każdego pomieszczenia były dorobione drzwi, na którym widniał numer, oraz pod drzwiami leżały wycieraczki. Zaglądając do wybranego losowo pomieszczenia zobaczyli łóżka, ekskluzywny dywanik, szafki, telewizor. Pomieszczenia jak w apartamentowcu, albo hotelu. Krzysiek poczuł głęboki niepokój. Coraz więcej detali przemawiało za wiarygodnością wszystkich przedstawionych wydarzeń.  Kto pod szpitalem przerabia pomieszczenia służbowe na apartamenty, zastanawiali się oboje. Szli korytarzem do momentu gdzie światło jeszcze świeciło. Oboje zgodnie uznali, że korytarz skręca zaraz w prawo, ale będą musieli iść w ciemności. Ryzykując po omacku postanowili pójść w ciemność.



DR. KOPICZKO

Pewny siebie i trochę zamroczony alkoholem postanowił się zdrzemnąć. Był pewien, że wszystko idzie po jego myśl. Przebudził się w chwili kiedy pukał do drzwi Stefan.

-Wejdź Stefan – rzucił leżący na kanapie Ordynator.
-Maciek chce nas udupić. Zadzwonił po kogoś i widział mnie z Fredem.
-Oj Stefan, daj spokój – powiedział nie ruszając się ani trochę.
-Szefie, zaufaj mi, to się źle skończy. Jestem pewny, że wie o Pawle i o tym jakie masz zamierzenie do Ani. Jeśli ten plan ma się powieść…
-Stop!-krzyknął Ordynator. Powoli dźwignął się na łóżku do pozycji siedzącej. Poczuł okropny ból głowy – Podaj mi te tabletki z biurka i nalej mi szklankę wody, proszę.

Stefan grzecznie wykonał polecenie przełożonego. Odczekał długą jeszcze chwilę nim jego szef wstanie z łóżka i podejdzie do własnego biurka, aby kontynuować rozmowę. Zniecierpliwiony Stefan chodził nerwowo po całym gabinecie co chwila zwilżając usta i wycierając je wierzchem dłoni.

-Zaplanuj zasadzkę na Maćka, ale dopiero po zebraniu. O szóstej masz być na odprawie. To niepodważalna decyzja – oznajmił Ordynator po czym gestem dłoni spławił podwładnego.

Stefan zostawił raport na biurku i wyszedł w pośpiechu. Biegł w stronę stróżówki, żeby przyjrzeć się kamerom.



MACIEJ

Szli w ciemności widząc za sobą delikatny snopek światła bijący z za zakrętu. Podobny widok mieli przed sobą, jednak pod stopami nie widzieli totalnie nic. Ciemność była wręcz namacalna. W pewnym momencie Maciek, idący pewnie pierwszy w szeregu, uderza się na wysokości pasa ręką w coś. W panice traci równowagę i wpada na wózek wiozący pacjentów. Przetacza się przez  wózek i upada na ziemi. Nagle poczuł, że ubrudził się czymś co miało bardzo intensywny zapach. Czym prędzej zerwał się na równe nogi szedł dalej w stronę światła chcąc wiedzieć czym jest tajemnicza substancja. Krzysiek instynktownie rozpoznał jak upadł wózek i przeszedł bezpiecznie obok, a potem przyśpieszył za ledwie dostrzegalnym konturem przyjaciela, który nagle przyśpieszył. Poczuł metaliczny zapach jakby zepsutych baterii, albo przepalonego komputera. Kiedy wyszli na światło przeraził ich widok umoczonego w czarnej krwi Maćka. Sparaliżowani stali tak kilka dobrych minut. Maciek rozpłakał się i w panice zaczął zdejmować z siebie ubrudzone najmocniej spodnie i bluzę. Odczuł bardzo silne pragnienie umycia się. Niewiele myśląc poszedł do pierwszych drzwi w korytarzu wschodnim w jakim w tym momencie się znaleźli. Pod sobą miał archiwum i widział, że właśnie w tym miejscu powinna być łazienka. Nie mylił się. Wparował do pokoju i od razu wszedł pod prysznic obmywając twarz i ręce. Czuł też, że ta kąpiel oczyszcza go w środku. Po chwili przysiadł w kabinie i pozwalał by woda go ciągle oczyszczała. Zdezorientowany Krzysiek nie wiedząc co ze sobą zrobić rozejrzał się najpierw po mieszkaniu. Wiele hoteli w jakich był nie powstydziłoby się standardów. Zauważając, że jeszcze przez dłuższą chwilę Maciek wyjdzie z łazienki, włączył telewizor. Program trzeci polskiej telewizji przedstawiał najnowsze wydanie informacji regionalnych. Zdenerwowana reporterka krzyczała do mikrofonu opowiadając o największym karambolu w Olsztynie. W całej historii motoryzacji w centrum miasta nigdy nie wydarzyło się nic tragiczniejszego. Na pewno nie w Olsztynie, przyznał Krzysiek. Nigdy jeszcze tak nie zawiodły światła jak w tym momencie. Skoro jest tego tak pewna, to pewnie to sprawdziła, myślał Krzysiek. Mowa była o piętnastu rannych i kilku zabitych. Informacje nie są jeszcze precyzyjne bo niektórzy jeszcze walczą o życie. 


Przez cały czas chłopaki milczeli. Żaden nie chciał zaczynać rozmowy na temat tego miejsca, ani tym bardziej w jak popapraną sytuację się wpakowali. Maciej znalazł w jednej z szaf spodnie pielęgniarskie w które mógł wejść. Ubrany w świeży komplet i w fatalnym nastroju szli korytarzem dalej. Apartamenty ciągnęły się tak samo długo jak w zachodnim skrzydle. Jednak kiedy dotarli do końca zauważyli zmianę. W miejscu gdzie powinna być winda jest zamurowana ściana a po lewej stronie jest dziwnie ciasne przejście. Może zmieściłby się wózek na chorych, ale to ledwie. Przejście było oświetlone bardzo jaskrawym żółtym kolorem. Jakby świetlówki ktoś pomalował na bananowy kolor. Przejście otwierało drogę na znowu bardzo szeroki korytarz. Jednak to co zawierał korytarz wprawił ich w jeszcze większe przerażenie. Modlili się, żeby to wszystko był sen. Po prawej i po lewej stronie był rząd narzędzi tortur poukładane na wózkach. Przynajmniej z tym skojarzyły się im te wszystkie piły, imadła i inne narzędzia. Parę metrów dalej widniały przy ścianie wielkie oszklone szafy z mnóstwem lekarstw, albo Bóg wie czego. Przerażeni szli powoli dalej dalej. Kilka minut później dotarli do końca korytarza. Ściana miała olbrzymią bramę, która przypominała drzwi do garażu. Maciej niepewnie otworzył je i zobaczył leżącego na środku pokoju człowieka. Szybko podbiegł. Uznał, że mężczyzna żyje. Dochodziła szósta trzydzieści.