Szpital - rozdział 12

ANNA
Postanowiłam pójść na koniec korytarza gdzie po prawej stronie, z wnęki intensywnie świeciły białe światła. Im bliżej podchodziłam tym intensywniej czułam zapach stołówki. Kiedy byłam już na wyciągnięcie ręki usłyszałam w końcu odgłosy inne niż tylko swoje. Jaka to była ulga! Jednak jak tylko weszłam aż wrzasnęłam z przerażenia. Moim oczom ukazał się przerażający widok pokiereszowanej twarzy. Wyglądał jak „dwie twarze”- jeden z wrogów Batmana. Gość był w dobrym humorze bo ta zdrowa połowa się zdawała uśmiechać. Jednak jego lewa część twarzy wyglądała jakby eksplodował mu niezły ładunek rozrywający skórę i krusząc kości – ukazując piękno stworzenia w całej okazałości. Naprzeciwko niego, a tyłem do mnie siedział człowiek w białym kitlu – doktor jak sądzę. Siedzieli przy stole z klasycznymi stołówkowymi perłowo białymi kubkami i ze słoikiem ogórków. Na środku stała wódka „z czerwoną kartką”. 

-Przepraszam za moje zachowanie – powiedziałam przerywając niezręczną ciszę spowodowaną moim najściem oraz nietaktowną reakcję na widok żywego mięsa zamiast twarzy – oraz, że przeszkadzam rzecz jasna również przepraszam.
-Nic nie szkodzi Pani Ładna – zarechotał „dwie twarze”.
Odwrócił się pan doktor i spojrzał na mnie od góry do dołu.
-No no, kogo my tu mamy – swoim szczerym komentarzem w którym krył się podziw dla mojej kobiecości spowodował równie szczere spazmy śmiechu u swojego towarzysza- Pani w odwiedziny do Mariana? – odwrócił się do swojego kumpla od butelki – Gdybyś mnie uprzedził, że zadzwoniłeś po towarzystwo, to bym więcej wódeczki przyniósł.
-Ja chciałam zapytać o mojego męża – przełknęłam ślinę – ma na imię Paweł, leży w sali – doktor wstał nerwowo i ruszył w moją stronę. Zastygłam w bezruchu. Ciśnienie skoczyło mi tak mocno, że cała w jednej chwili oblałam się czerwonym jak barszcz rumieńcem. Chwiejnym krokiem szedł najpierw prosto na mnie a po chwili odbił mocno w bok i przytulił się do ściany. Idąc wzdłuż niej szedł, żeby zamknąć za mną drzwi. Nadal nie mogłam się ruszyć. 

-Pani usiądzie, pani Ładna – Wyszczerzył zęby „dwie twarze” pokazując ich cały komplet. Otyły mężczyzna w niebieskim szlafroku szpitalnym złapał za krzesło po swojej lewej strony i wskazał ręką, że swobodnie mogę się poczuć siadając obok niego. Ani drgnęłam do chwili, kiedy usłyszałam trzask drzwi i jakieś hałasy na korytarzu. Zaczęły tam nerwowo biegać jakieś osoby. Słyszałam wózek i niezrozumiałe szeptanie. Odwróciłam się a tam doktor oparty o ścianę chyba uciął sobie drzemkę.
-Co się panu stało? – stojąc w bezruchu wykrztusiłam pierwsze co mi do głowy wpadło.
Mój Boże, co tu się dzieje?





DR. KOPICZKO
Sącząc szóstą kolejkę whisky Doktor Grzegorz Kopiczko przeglądał stan pacjentów w jego szpitalu. Tak, to był jego szpital. Czuł się tak wspaniale za każdym razem, kiedy otaczał troską ludzi i mógł decydować o ich życiu. Miał wspaniałą, wyselekcjonowaną rodziną, do której ostatnio dołączył Maciej – archiwista. Uwielbiał fakt, że ludziom dane jest zajęcie, żeby czuli się ważni. To, że on jest ich pracodawcą uważał za najwspanialszą funkcję spośród różnych które pełnił. Dawanie pracy, która pozwala jego pracownikom się realizować to najwznioślejsza z cech doskonałego lidera. Natknął się na teczkę Róży Białogórskiej. O tak, pomyślał sobie, dziś Pani Róża będzie musiała pożegnać się z tym światem. Dlaczego? To proste, przeżyłaś wyjątkowo swoje życie. Chorowałaś bardzo mało. Mogłabyś cierpieć przez kolejne dziesięć lat. Pewnie pod koniec życia brałabyś po dwadzieścia tabletek zamiast bułki z masełkiem. Odejdź godnie. Będziemy się o Ciebie troszczyć Pani Różo do końca. Tak samo jak o Pani córkę. Sięgnął ręką po szklankę, przyłożył do ust i zorientował się, że nic tam już nie pływa. Nie liczyło się dla niego ile już wypił. Ważne było, żeby dopilnować teraz najbliższe projekty. Pochowanie babci to teraz priorytet. Zamknął akta i z namaszczeniem nacisnął pieczątkę: SKLASYFIKOWANO:TAJNE


Wezwał swoją prawą rękę. Stanisław pojawił się w kilka chwil. Zgodnie ze zwyczajem wypukał szyfr po czym Ordynator wpuścił ochroniarza do środka. 
 
Ordynator przekazał najważniejsze szczegóły jakie muszą być załatwione zgodnie z zasadami, a potem zgodnie ze zwyczajem wszystko grzecznie powtórzył Stasiek.

- Jeszcze jedna sprawa – zaskoczyło to pytanie Ordynatora – przepraszam panie Doktorze, ale muszę pana ostrzec przed Maćkiem. Jego zachowanie jest co najmniej dziwne. Należałoby się jemu bliżej przyjrzeć. Może wpadnę tam z którąś z dziewczyn, żeby sprawdzić jak zareaguje na psychotest. Co ty na to szefie?
-Proszę bardzo, masz w tym dowolność, dlaczego mnie pytasz o zdanie?
-Bo ta wnuczka Białogórskiej węszy, jak spotka się z nim i nawrzuca mu do głowy wątpliwości, będzie po nas.
Te słowa bardzo rozbawiły Ordynatora. Zaśmiał się pełnią głosu, która zakończyła się pijackim kaszlem.
-Bez żartów Stasiu – położył mu rękę na ramieniu – Interes śmiga nam od dziesiątków lat. Mój ojciec to prowadził, ja to prowadzę i poprowadzi to później Maciej czy tego chce czy nie. Już ja o to zadbam. Rozumiesz?





Powiedział to spokojnym, informującym tonem. Jakby nic innego na świecie nie było bardziej godne zaufania od słów jakie Stanisław usłyszał w tej chwili. Uświadomił sobie, że właśnie dlatego tak ceni sobie swoją rolę na tym kawałku świata jakim jest szpital przy ulicy Żołnierskiej w Olsztynie. Docenił doktora Kopiczko jeszcze bardziej i bez wahania ruszył do wykonywania kolejnego ważnego zadania. 

Doktor Kopiczko wezwał pielęgniarki z którymi miał dokonać niebawem sekcji zwłok podczas których zawsze potrafił się dobrze odprężyć.

Pani Białogórska będzie miała spokojną śmierć. Już nie długo wyleczymy naszą placówkę z cierpienia, myślał Stefan, który wiózł babcię Anny przez opustoszały korytarz na poziomie minus dwa, szpitala wojewódzkiego.