Szpital - rozdział 5

ANIA

Przekonanie Pawła, że to całkiem rozsądny pomysł tak wyjść teraz z łazienki i śledzić blondynkę wiozącą trupa, było bardzo trudne. Samej sobie tłumaczyłam to kilka razy, że powinnam dalej pchać się w paszczę lwa, i było to nie lada wyczynem. Zapytał mnie ostatecznie, czy bez  tego nie zasnę dzisiejszej nocy. Odpowiedziałam, że nie, więc mnie puścił do dalszego śledztwa – co tu robią ze zmarłymi i czy grozi coś złego mojej Babci.




Minęło kilka minut zanim postanowiłam wyjść z łazienki. Kiedy wyszłam dochodziło w pół do dwudziestej. Kiedy cicho dreptałam opustoszałym korytarzem w kierunku wyjścia na wewnętrzny dziedziniec szpitala poczułam dreszcze. Naprawdę pcham się w paszczę lwa. Kto wie co tu się wyprawia. Szłam właśnie pod latarnią główną ścieżką z dziwnej kostki brukowej i dotarło do mnie, że powinnam się chować. To co robię nie tylko jest niestosowne, być może łamię w tym momencie jakieś prawo. Chłód, stres i zmęczenie wstrząsnęły mną do żywego. Ciemność jaka panowała nad szpitalem była nieprzenikniona – czerń ciemniejsza od wszystkiego czego nie widziałam do tej pory. I miałam jeszcze tak bez powodu zeskoczyć z głównej ścieżki do miejsca gdzie dokonuje się sekcji zwłok?! Tak, zrobiłam to, chociaż nie przyszło mi to tak łatwo jakby zapewne to wyglądało. 



Czułam się rozdarta na pół. To czego chciałam wymagało nadzwyczajnych kroków i mój mąż też to rozumiał. Tylko, że jego zdaniem nic niezwykłego tu nie może się zwyczajnie dziać. To instytucja państwowa. Tak jakby pies policjanta nie mógł gryźć tylko dlatego, że pracuje dla instytucji państwowej. W tym jednym nie mogliśmy się zgodzić właśnie. Istnieje ludzki czynnik, coś czego nie da się przewidzieć nawet w najlepszej korporacji świata? A przepraszam czym się różni korporacja zwana Państwem od innych instytucji? Też pewnie muszą zatrudniać jakichś ludzi do zajmowania się archiwum, do którego procedura nakazuje mieć dostęp przez określony również okres czasu. Wskoczyłam za krzaczki i czekałam, aż wzrok przyzwyczai się do ciemności. Dookoła nie było żywego ducha. Doszły mnie dziwne wrzaski. Poznałam głos blondynki – to znaczy, że jestem na dobrej drodze. Musiałam przedreptać parkiem jakieś 100 metrów zanim dotarłam do wejścia. Mały budynek był bardzo dobrze oświetlony ze wszech stron. Za nim unosiła się górka, jednak tam granica tej części szpitala miała swoją granicę. Stalowe kraty oddzielały pagórek od reszty świata. Postanowiłam ukryć się na tej górce i mieć nadzieję, że usłyszę jakieś rozmowy, albo zobaczę coś niezwykłego. Moja intuicja okazała się trafna. Po drugiej stronie były ogromne szyby, dzięki którym można było śledzić cały przebieg sekcji każdych zwłok, jeśli tylko wiedziało się, jak dostać się pod te kraty, o które właśnie miałam się opierać. Schowana przy drzewie w ciemności czułam się totalnie niezauważalna. To oznaczało, że bezpieczeństwo mam zapewnione i zaraz czegoś się dowiem. Marznący tyłek, nogi i palce, dokładnie w takiej kolejności dawały mi się we znaki coraz bardziej z każdą minioną minutą. Jednak czułam wewnętrzny sprzeciw na to co się tutaj dzieje. Ten doktor, te pielęgniarki, cała obsługa jakby szukała tylko powodu, żeby nie zajmować się tym co wszyscy myślą, że w szpitalu się robi.

Po kilku minutach Ania dostrzegła wchodzące na ogromną salę dwie kobiety w fartuchach, a w tym samym czasie Maciej wychodził od doktora Kopiczki pod wpływem alkoholu.




MACIEJ

Po rozpakowaniu się, zmierzał prosto do gabinetu ordynatora. Nie byle człowiek, jeździ BMW, ma zegarek ROLEX’a, a buty wyglądają jakby wydał kilka pensji sprzątaczek szpitala – myślał o nim Maciej. Czuł, że pocą mu się dłonie i z każdym krokiem czuł coraz większy niepokój. Ostatnia nocka przywodziła mu na myśl ogromną niemoc i frustrację. Słaby – tak się określał, kiedy nie podołał zadaniu. Każda noga ociężała mu, a serce podchodziło do gardła. Jednak niechciane musiało się wydarzyć. Czasami po prostu tak trzeba, pomyślał i nacisnął klamkę zapomniawszy o uprzednim zapukaniu.

-Dobry wieczór, spodziewał się mnie pan – stracił oddech i ciężko przełknął ślinę – doktorze?

-Tak, zwykle jak ktoś wchodzi to puka i pyta czy mam dla niego czas, ale – zaśmiał się głębokim, gardłowym głosem – na ciebie czekałem, bo byliśmy umówieni na konkretną godzinę, prawdaż?


Zmieszany najpierw pokiwał głową na tak, potem na nie, a potem przyłączył się do serdecznego śmiechu. Jak dobrze się zaczyna, to może i dobrze się skończy.

-Jak się dziś czujemy? Po pierwszej nocce? Trochę zmęczony chociaż? – zapytał doktor Kopiczko. Trzymał kubek z kawą, której aromat roznosił się na cały gabinet. Gabinet w sensie biurowym a nie lekarskim. Jasne wydaje się, że ordynator w niewielu wypadkach jednak przyjmuje do siebie pacjentów, a raczej czuwa nad przebiegiem pracy wszystkich innych w szpitalu, myślał Maciej. 

-Oczywiście rano byłem trochę zmęczony, jednak praca na poziomie minus dwa sprawia mi pewną trudność, ale jak wychodzę regularnie na zewnątrz, żeby odetchnąć świeżym powietrzem, to robi mi się dużo lepiej. Czy jest jakiś powód, dla którego zostałem wezwany? Coś jest nie tak z moją pracą? – wyćwiczona kwestia udała się jak należy. Praca domowa odrobiona, punkty dla mnie, brawo ja, powtarzał wciąż sobie, jakby miało nagiąć rzeczywistość pod życie Macieja.

-Absolutnie!- wykrzyknął z aktorską manierą doktor. Stetoskop zwisający mu z szyi jak u rasowego „Pana Doktora” niemal wpadł mu do kawy. Kubek miał obrazek animowanego gołego tyłka z wypalonymi cyframi, na lewym półdupku jeden, a na drugim osiem. Wnioskując po komentarzu na drugiej stronie kubka „Adamowi w dniu urodzin” domyślał się, że dostał go na osiemnastkę.

-Więc co się stało?-oczekując na odpowiedź poczuł się w obowiązku aktorsko dopytać okazując swoje zaskoczenie i niedowierzanie, że wszystko jest w porządku, kiedy wiedział, że tak naprawdę to nie było do końca fair spać na kozetce w trakcie pracy. Oprócz kawy poczuł dziwny swąd. Nie umiał do niczego przypisać tego zapachu, jednak wraźnie czuł coś naprawdę specyficznego. Okoliczności nie pozwalały na wyjaśnienie pojawiającego się znaku zapytania, bo inne były w tym momencie pilniejsze do wyjaśnienia.

-Napijesz się? Nie chcę proponować ci siedzenia nad litrem, ale po dryneczku, będzie ci się na pewno przyjemniej pracowało, prawda? – dał chłopakowi czas do namysłu i odpowiedzi, kiedy jednak skrzywił się nie z powodu tego, że nie znosi alkoholu, a raczej nie wypada mu mówić, że „z chęcią by się napił, ale…” dodał – mam świetną brendy. Nikt na nocnej zmianie cię nie wyczuje, a twój pracodawca nie będzie miał ci tego za złe, zaufaj mi – i mrugnął okiem. 

Nim Maciej się obejrzał już miał szklankę w ręku i miał zachłysnąć się porządnym łykiem palącego, ale zarazem delikatnego w swojej ostrości alkoholu. To nie byle wóda, pomyślał, kiedy poczuł spływający po gardle smak palonej beczki, torfu, i sporej ilości kakaa, oraz karmelu. Mruknął z podziwem dla tego trunku.

-Świetna sprawa!- otarł usta i dodał – co to?

-Kiedyś ci powiem młodzieńcze. Zabrałem cię tutaj, żeby zapytać jak się czułeś wczoraj- poczuł się dziwnie, jakby dostał jakąś truciznę. 

-Mocny ten alkohol, ile to ma procent – przerwał doktorowi Maciej, na co wcale nie zareagował.

-Wypytam cię krótko i wrócisz do swoich obowiązków. Wiesz, że do tej pory sam zajmowałem się archiwum? Fakt, że nikt mi za to nie płacił przez tyle czasu, a Tobie będę musiał już płacić. No nieważne, w każdym razie to długa tradycja. Za jakiś czas pokażę ci jak można ulepszyć to archiwum. W ogóle, nie wiem czy wiesz, ale to miało kilka lat temu zostać opisane w jednej bazie danych. Takie usuwanie i aktualizacja kartotek byłaby prostsza, jednak- brednie jakie nawijał mu na uszy Pan Doktor wprawiły Macieja w stan totalnego snu. Niby wiedział co się dzieje w pokoju, ale tracił orientację czy Doktor oczekiwał teraz od niego jakiejś odpowiedzi, czy ma przytakiwać i udawać, że słucha. 

Po chwili stracił przytomność i zasnął. Doktor w tym czasie zadzwonił do ochroniarza. Zamienił z nim kilka zdań, po czym zajął się znowu swoim gościem. Wprawił go w stan świadomego snu. Mógł mieć z nim kontakt – rozmawiać i wypytywać o najpotrzebniejsze informacje, a pacjent w tym stanie mógł myśleć, że to był tylko sen, albo chwilowa utrata przytomności. Minęła godzina, a Doktor Kopiczko otrzymał od swojego nieświadomego pracownika wszystkie najpotrzebniejsze informacje. Dowiedział się również tego, czego obawiał się najbardziej. Jednak odetchnął z ulgą, kiedy poznał odpowiedź – Maciej nie bał się o to czy w tym szpitalu dzieje się coś niezgodnego z prawem.
  




PS: OGŁOSZENIA

UKAZAŁ SIĘ NOWY FILM NA YT - ZAPRASZAM:
JUŻ NIEDŁUGO PLANUJĘ TYGODNIOWY CHALLENGE ODNOŚNIE MOTYWOWANIA SIĘ I ROZWOJU OSOBISTEGO. WIEM CO SOBIE MYŚLICIE - JEST TEGO TYLE W INTERNECIE, A JA "TENDENCYJNIE" SIĘ DO TEGO PRZYŁĄCZAM - NIC BARDZIEJ MYLNEGO. COŚ WYJĄTKOWEGO - CODZIENNIE COŚ NOWEGO. ŁĄCZNIE W TYM MIESIĄCU Z TEGO TEMATU UKAŻE SIĘ 9 WPISÓW - OTWIERAJĄCY, 7 NA KAŻDY DZIEŃ TYGODNIA OD 15 DO 21 SIERPNIA ORAZ ZAMYKAJĄCY. OPRÓCZ TEGO BĘDĘ ZAMIESZCZAŁ WPISY O DZIAŁALNOŚCI NA YT, ORAZ ZNAJDZIE SIĘ ARTYKUŁ O PODEJŚCIU DO PIENIĘDZY. NIE ZABRAKNIE TEŻ KOLEJNYCH ROZDZIAŁÓW SZPITALA!

NO TO TAKIE PLANY NA TEN MIESIĄC