Szpital-rozdział 4

MACIEJ

Spał siedem godzin. Kiedy się rozbudzał czuł się jakby głowa miała mu zaraz eksplodować. Kiedy próbował ją podnieść błędnik szalał jakby ostro pił przez te kilka godzin. A przecież tylko spał. W tym czasie podświadomość kilkakrotnie robiła mu psikusy. W śnie przebywał znowu w towarzystwie Marleny – tej chudej manipulantki, która w jakiś sposób go otumaniła zeszłej nocy. Zajrzał do telefonu i zobaczył komunikat o nieodebranej wiadomości tekstowej. Powiedział sobie, że nie jest na to gotowy i poszedł do łazienki. Tam umył głowę w zimnej wodzie i „kac” po wczorajszej nocce zaczął ustępować. Wstawił wodę do gotowania i zasypał kubeczek końcówką ulubionej kawy. Kubek dostał od byłej dziewczyny. Sam nie wie dlaczego go jeszcze nie wyrzucił skoro zrobiła mu takie świństwo. W sumie już się do niego przyzwyczaił i lubił z niego pić. Podchodził do telefonu jak do jeża i zastanawiał się co jeszcze mógłby zrobić, żeby się lepiej przygotować na tę wiadomość. Czuł w środku niepokój związany z pociągnięciem do odpowiedzialności po wczorajszej nocce. Bardzo mu zależało na tym, żeby nowej dziewczynie - Marzenie, którą poznał kilka tygodni temu, zaimponować pracowitością i większymi zarobkami. Wstyd przeplatał się z rozdrażnieniem z powodu własnej słabości. W końcu odblokował iphone’a i serce mu stanęło w miejscu na jakąś sekundę.

„Zapraszam dziś do mojego gabinetu na 19:30, porozmawiamy o Pana obowiązkach. Dr. Kopiczko”

Pot ściekł mu po policzku. Przeszło mu przez myśl, że pot jest korzystny bo dzięki temu chudnie. Dziwne przeświadczenie jakby uspokoiło go na ułamek sekundy, jednak podświadomość w swojej przebiegłości i tak blednie przy rozumie, który analizował teraz pod każdym kątem treść wiadomości. Może chce mnie zwolnić. Tak! Na pewno chce mnie się pozbyć. Tylko dlaczego mielibyśmy rozmawiać o obowiązkach, skoro chciałby się mnie pozbyć. Może to będzie tylko zwykły ochrzan. Może to co wydarzyło się w nocy było tylko wstępem, jakimś przywitaniem, a od dziś mam się zabrać do pracy. Tysiące scenariuszy, lecz żaden nie odpowiadał prawdzie do końca. Rozsądek chłodno podpowiedział, że jeszcze będzie półtora godziny na rozmyślanie co go czeka dzisiejszej nocki, jednak może zamiast siedzieć, powinien zacząć szykować się do wyjścia, i zrobić coś do jedzenia.

Kiedy stał na przystanku zastanowił się czy ma wszystko. Był gotowy na noc pracy pod kątem fizycznym, czyli miał na sobie i ze sobą wszystko co niezbędne. A co w środku? Czuł się załamany, rozdygotany i wcale nie przygotowany na kolejną ciężką nockę. Autobus, wyjątkowo dziś punktualny, jechał gładko i bez pośpiechu. To był dobry moment na kontemplację o tym co powiedzieć doktorowi.

Kiedy tak Maciej będąc wożony rozmyślał o swojej niepewnej sytuacji, Ania doczekała się upragnionego widoku.





ANIA
Czekałam kilkanaście minut aż ta flądra zjedzie na dół. Najwidoczniej romans z doktorem kwitł w najlepsze, skoro musieli aż tak długo rozmawiać ze sobą. Najwidoczniej też ta blondyna mocno musi kochać Doktora, skoro nie przeszkadzał jej trup, którego wiozła. Wzdrygnęła się na myśl, że worek jaki przed sekundą mignął jej przed oczyma nie zawiera śmieci. Blondynka nie zwróciła uwagi na lekko uchylone drzwi łazienki, w której nie paliło się światło, a w której ja mogłam śledzić przygotowania szpitala do nocki. Powoli szatniarki i obsługa żegnała się ze wszystkimi i wychodziła. Personel malał w zastraszającym tempie. Jednak blondynka nie zdawała się kończyć swojej pracy. Dziwna lekkość w jej zachowaniu i ruch bioder wskazywał, jakby wypiła trochę alkoholu.

Postanowiłam odczekać jakieś 10 minut i pójść za nią do prosektorium. Budynek jaki namierzyłam wcześniej z nudów przeglądając plan szpitala. Czekałam jednak o 2 minuty za długo. Kiedy dostrzegłam nadjeżdżający wózek z małą panią sprzątającą, która cisnęła prosto na łazienkę, którą ja wybrałam jako kryjówkę, wpadłam w popłoch. Co robić!? Nadjeżdżała pchając wózek z mopami, wiadrami, i ścierkami. Całe oprzyrządowanie zasłaniały prawie całą kobiecinkę. Weszłam do kabiny i usiadłam na sedesie. Nie mogę odpuścić już takiego przedsięwzięcia. Mam szansę dowiedzieć się prawdy o tym szpitalu. Co jeśli mojej babci grozi jakieś niebezpieczeństwo? Dziwni są ci wszyscy ludzie i nie mogę odpuścić. 

Siedziałam cicho jak mysz pod miotłą czekając w nadziei, że odpuści szorowanie sedesów. Kiedy przeszła z pierwszego pomieszczenia, gdzie są umywalki, do drugiego pomieszczenia wypełnionego po lewej i po prawej stronie łącznie dziesięcioma kabinami zadzwonił mój telefon. Nie był to krótki dźwięk. Rozpoczął się cichszym wstępem, jednak melodia w kilka sekund przekształciła się w głośny raban (taki dzwonek mogę usłyszeć podczas hałasu w pracy i nie byłam przygotowana na telefony kryjąc się w łazience przed panią sprzątaczką). Odebrałam i powiedziałam mężowi, że oddzwonię za chwilę.

-Wiesz co ci grozi jak tak zostaniesz jeszcze dłużej, prawda?-na te głośne słowa, skrzekliwym głosem wypowiedziane, przez przerażająco małą sprzątaczkę zamarłam i myślałam, że umrę ze wstydu i strachu. Nie wiem z czego w pierwszej kolejności.

-No wiesz kochana co mam na myśli, prawda?-powtórzyła kobieta wolniej niż poprzednio i chyba przystąpiła do zmywania mopem podłogi.

Zastanawiałam się czy jak schylona ucieknę z kabiny drugiej od drzwi to będzie mnie ścigać. A może rzuci mi się na szyję i załatwi. Nikt normalny przecież nie może w taki sposób pracować. Za dużo filmów zobaczyłam, żeby taką sytuację zignorować. Planując ucieczkę przed sprzątaczką-wampirem usłyszałam:

-No chciałabym Cię przytulić w tej sytuacji, ale sama rozumiesz, że kible same się nie sprzątną- w odpowiedzi usłyszałam głośny płacz stłumiony przez urządzenie. Ta kobieta rozmawiała przez telefon. Pewnie nie wie w ogóle o moim istnieniu. 

Rozmawiały sobie dalej przez jeszcze kilka minut. Chciałabym odetchnąć z ulgą, ale dopóki ona tu była, czekałam, aż skończy sprzątać i nie dawać więcej powodów do wpadki. Pomyślałam sobie jak szalony jest mój umysł, że boi się takich kobiet. Przecież to ze mną jest jakiś problem. Sprzątaczka – wampir, niech tylko Paweł to usłyszy. Po chwili sprzątaczka zgasiła światło i przeszła do czyszczenia umywalek i podłogi w tym pierwszym pomieszczeniu. Stanęłam na nogi i poczułam silny ból w nogach. Ostrożnie wyszłam z kabiny stojąc i nasłuchując co robi sprzątaczka. Siedzenie w przykucu przez piętnaście minut nie jest zdrowe dla krążenia. Szczególnie kiedy tak skacze ciśnienie. Z moich obserwacji sprzątaczka zawróciła już wielkim wózkiem w korytarzyku i kierowała się do wyjścia tam zgasiła światło(co zobaczyłam przez szparkę na dole drzwi) i stanęła. Przez chwilę znowu poczułam strach. Dlaczego jest tak cicho. Znowu hałasy. Wyprowadziła wózek. Odetchnęłam. Zatrzasnęły się drzwi. Co za ulga! Otworzyły się ponownie. O nie, idzie mnie zjeść. Powoli szura nogami i zmierza prosto na mnie. Słyszę to, jak nie zatrzaskują się drzwi wejściowe do łazienki a są delikatnie zamykane. Kroki są powolne, jakby miała jeszcze sto lat na to, żeby do mnie podejść. Szur, szur. Podchodzi i łapie za klamkę. Stoję wryta w podłogę jak mocno wkręcona śruba. Ani drgnę. Odchylają się drzwi i widzę tylko jej oczy.

-Proszę pani, niech pani tu zostaje ile chce, jak pani nie ma gdzie mieszkać. To żaden wstyd. Nikt już tu nie zajrzy do jutra. Dobranoc.

I poszła. Ręce drżały mi tak jakbym była porażona prądem. Zapłakana przysiadłam oparta o wejście do kabiny w której się ukrywałam. W ciemności szukałam tylko telefonu w kurtce, żeby zadzwonić do Pawła. Dzięki Bogu, nie zjadła mnie.