Spacer po mieszkańcach miasta-wiersz


Spacer po mieszkańcach miasta
Mijam ludzi, każdy wielkim chciałby zostać,

Ruszyć w końcu z miejsca, ubrać się w nową postać.

Stary ja, do kosza idzie.



Nie jak ci co kiszą się w tym busie.

Obojętne oczy tych wszystkich dookoła,

Każdy w swoim światku żyje,

Żywot mola.


Uciekam w wyobraźni, przenoszę się w świat nikomu nieznany.

Tam mnie po ramieniu klepią, nie doświadczam zawodu ani rany.



Szare bloki, szare życie,

Nieważne wewnątrz płaszcza poszycie,

Życie w niebycie.

 

Trzy rodzaje ludzi można ujrzeć,

Ikar najśmieszniejszy, 
myśli, że wysoko latać umie,

Nie umie.



Stary człowiek nie może,

Bo porażki smak zna i wie, że za późno,

Niby wie jak i co, ale po co,

Na próżno



Jest jeszcze szczur przestraszony, co w gębie silny strasznie,

Jednak zmienić coś, wymyślić, zrobić – jeszcze nie umie.




W myślach są bogami, 
zrobić tyle mogli, 
a może i zrobili,


Tyle, że dla innych, są tymi innymi.


Osądzających oczu mnóstwo w centrum,


Kto się za nimi kryje? Nie ważne, za późno.


 Rafau Ikswoktur