Zabić potwora-krótkie opowiadanie + mój komentarz

Jest noc. Sowa szuka właśnie jakiejś myszy przed wejściem do lasu. Przypatruję się jak to robi. Krąży, żeby upewnić się, że gdzieś tu schowana jest jej norka. W pewnym momencie myszka traci koncentrację i odsłania lekko listek przykrywający wejście do nory. Sowa odlatuje na blisko położone drzewo i czeka. Kiedy myszka myśli, że już uwolniła się od niebezpieczeństwa, pewnie wychodzi aby pobuszować jeszcze po lesie. Nie wie jednak, że sowa chwyci ją szybciej niż jej się wydaje. Mój potwór też się zdradził. Ruszył w stronę lasu, więc sięgam po kija, i biegnę za nim.

Wbiegam do lasu sądząc, że jak raz go pokonam, to będę miał już jeden problem mniej. Gonię potwora szukając śladów. Prawdą jest jednak, że pcha mnie raczej intuicja i pewność siebie niż fakty i dowody. Ten potwór musi dziś zginąć. Nie wiem czym jest, ale stanowi zagrożenie.
Kiedy do niego podchodzę, staję z nim twarzą w twarz. Mam dziwne wrażenie, że już go kiedyś widziałem. Mogło to być wtedy, kiedy pokazałem mamie obrazek własnego autorstwa. Kojarzę też tego potwora z czasów kiedy biegałem z kolegami za piłką. Mogłem mieć wtedy kilka lat. Nagle któryś z nich zaczął mnie wyzywać od żydków. Potwór wtedy brał mnie za gardło i wyciskał łzy. Dziś czas z nim skończyć.

Kiedy uciekał przypominał mi jak często był mi potrzebny. Ba, nawet nie powinienem nazywać go potworem, bo kiedy wykonałem rękodzieło z plasteliny dla Magdy z podstawówki-odwdzięczyła się buziakiem-to był jego tryumf. Przypominał mi jeszcze wiele sytuacji przez które cierpiałem i miałem go dosyć z tego powodu jeszcze bardziej. Im więcej przypominał mi kiedy za jego sprawą stawałem się słaby, ckliwy, płaczliwy, albo miękki-tym z większą wściekłością goniłem potwora.

Czułem, że rosnę w siłę z każdym krokiem. Zdecydowanie i pasja pchała mnie w jego stronę jak silny wiatr pcha statek z rozłożonymi żaglami. Czułem, że to ten dzień. Potwór wylazł na pole, gdzie lśnił srebrny księżyc. Przypominał zawieszony reflektor nad nami. Akt trzeci, ostatnia scena. Trzymając kij baseball’owy podchodziłem już bardzo zdecydowanym krokiem do leżącego na ziemi i niewinnego potwora.

Blask księżyca ukazał mi facjatę potwora. To byłem ja kiedy byłem dzieckiem. 

Dociera do mnie z czym się mierzę.

To dziś. Tak! 

Dziś postanowiłem zabić w sobie wrażliwość.

 KONIEC.



Każdy z nas miał takie chwile, w których odczuwał smutek z powodu wrażliwości. Szczególnie cierpią w swoim życiu ludzie, którzy są introwertykami i odgradzają się od towarzystwa w swój własny świat. Opowiadanie pokazuje bohatera w chwili kiedy już ma dosyć swojej wrażliwej natury. Chciałem tym pokazać jaki dylemat pojawia się w głowach ludzi wyjątkowo wrażliwych, cierpiących z powodu swojej natury. Pamiętajmy o tym, że nasze czyny, słowa i zachowanie mają wpływ na drugich. Być może uchronimy takim wnikliwym zachowaniem jakąś wrażliwą osobę od pewnego rodzaju samobójstwa. 

Wrażliwi ludzie mogą chcieć wyzbyć się takiej natury i stać się podobnymi do innych. Jakże opłakane stany może wywołać taka zmiana osobowości, kiedy wrażliwy chłopak, lub dziewczyna, postanawiają być jak reszta. Kto wie jakich talentów pozbawił już ten świat w jakim żyjemy. Hejt w internecie, pranki-"śmieszne żarty", albo otwarta agresja na osoby, których przekonania nie są naszymi mogą powodować, że taka osoba chce przestać być sobą. A tym samym-możemy się przyczynić do śmierci czyjejś niezwykłej osobowości.

Chrońmy wrażliwych ludzi, tak łatwo ich zranić...

Pozdrawiam
Rafau