Miasto Marzeń-ostatnia część tomu I(15)

Opowiedziałem grzecznie co mnie sprowadziło właśnie w to miejsce. Z dostatecznymi detalami opowiedziałem każdą historię wraz ze swoimi spostrzeżeniami. Na koniec, kiedy stwierdziłem, że to wszystko doprowadziło mnie do nich widziałem taki sam wyraz twarzy jak wtedy kiedy zaczynałem opowiadać. Ekran z ludźmi jakby zastygł, a po prawej stronie pokazały się małe dwie pionowe kreseczki.


-Musisz teraz im powiedzieć, że nie przeprosisz za nic i wolisz zginąć niż się do nich przyłączać-powiedziała szeptem Bożena. Wtem do pokoju weszła Marina. Pomyślałem, że to dobry czas, żeby zaczynać.

-Ale tak nie chcę, nie chcę ginąć-spokój i opanowanie Bożeny musiały być już na włosku w momencie kiedy czekała na moją odpowiedź, ale jak wypowiedziałem te słowa zbladła w moment i łzy stanęły jej w oczach. Dałbym sobie rękę uciąć, że na to zdanie Marina westchnęła z zaskoczenia.

-Głupio robisz, wszystkich nas mają już w garści. Wszyscy wiedzą o Tobie od dwóch dni-mówiła już też przez łzy Marina.

-Serio-rozłożyłem ręce tak jak robi osoba, która waży dwa owoce podobnej wielkości-nie widzę innego rozwiązania na poradzenie sobie ze wszystkimi problemami świata, jak właśnie przyłączenie się do was-zwracałem się do Bożeny.

-Ale my „serio” już tego nie chcemy. Gdybyś tylko znał prawdę…-te serio powiedziała takim samym tonem jak ja. To się nazywa sarkazm. Chyba.

Nagle z zatrzymanego obrazu na monitorze pojawiła się zmiana sytuacji. Na każdym zdjęciu wszyscy byli w innym położeniu i w innym stanie. Pierwszy czarnoskóry mężczyzna był teraz tylko w białej, przepoconej koszuli. W sumie wszystkim jakby się za gorąco zrobiło, a ci co byli jasnej karnacji zrobili się czerwoni.

-Proszę odczytać maila, tam ma Pani naszą decyzję-powiedział ten pierwszy od lewej Afroamerykanin, i monitory zgasły.

-Mamy Cię odprawić do służby naprawczej, wracasz na swoje stanowisko-powiedziała po chwili Bożena trzymając telefon przed oczyma. Po chwili poszła w kąt, klęknęła i zawyła głośnym krzykiem.

-Już nic nie rozumiem. Co tu się wydarzyło?-zapytałem mocno wstrząśnięty. Plan był taki, że przed komisją miałem przyznać, że wszystko zrozumiałem i mam wydać swoich braci. Po 15 minutach od zakończenia sygnału, który monitoruje jakiś kolega Rob’a, siedziba partii miała się zawalić. Musieliśmy więc działać szybko.

-To wszystko poszło nie tak jak trzeba…Bożena, co jest w mailu…- Marina jakby odzyskała rumieńce. Po chwili Bożena wstała i przytuliła mnie bardzo mocno.

-Czekałam na ten dzień tyle lat. W końcu człowieczeństwo zostanie przywrócone. Skoro wszystkie kraje dookoła skapitulowały, a władzę objęły znowu władze ludu, będziemy mogli skończyć z tą całą propagandą i truciem ludzi!

-No ale co z ONZ?

-To zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, daj mi to przeczytać!?-rozemocjonowana Marina płakała ale sama nie wiedziała dlaczego. Po przeczytaniu wiadomości podskoczyła do góry i zaczęła machać rękoma we wszystkie strony.

-Bożena, co z całym ONZ’tem?

-Z nimi pewnie trzeba będzie się rozprawić na końcu. Na razie w celu są ostatnie kraje zniewolone przez system. Twoim pierwszym celem będą Włochy, już widzę, że możesz zostać tam posłany bez żadnych wątpliwości. Jesteś genialny Robert!

-No ale ma być wybuch…-jak to powiedziałem obie jakby zastygły w emocjach.

-Jaki do cholery wybuch?

-Uciekajmy stąd, bo to wszystko ma się zaraz zawalić. Ile tu jest teraz pracowników w budynku?

-Tylko my, chodu!-krzyknęła Marina, a ja byłem tak roztrzęsiony, że ledwo zdołałem pobudzić skostniałe nogi do biegania.


Zanim wydałem rozkaz, żeby uruchomić zapalnik niszczący budynek ONZ w Olsztynie, przyszły mi na myśl słowa zapisane przez Barta:
„Zaufaj tym urzędasom, oni wszyscy mają już po dziurki w nosie tego systemu. Raportowanie, zdawanie sprawozdań z tego co między sobą nazywają neo holocaustem gojów, to dla nich też mordęga. Wyobraź sobie, że mają choć w kilku procentach takie samo spojrzenie jak my, jak muszą cierpieć egzekwując, zabijając i będąc sami powoli zabijani przez cały ten układ. Jestem przekonany, że nam pomogą.”

-Wstrzymaj wybuch. Stop! Odwołuję rozkaz!-Zacząłem krzyczeć, ale było już za późno.

Odliczanie trwało na ekranie monitora. 5,4,3,2……..1. Zadudniło w pobliżu. Wystrzeliłem z busa jak z procy. Prowizoryczna baza w samochodzie dostawczym stała jako opuszczony gruchot na podwórku. Podobno kiedyś mieściło się tu przedszkole-bardzo małe dzieci tu przychodziły się uczyć i bawić. Miałem do przebiegnięcia jakieś 800 metrów, ale już z daleka zauważyłem, że biegną trzy osoby. Kiedy do nich przybiegłem trwała jakaś bardzo ożywiona dyskusja.


Gruchnęło tak głośno, że zatkało nam uszy, a ziemia się zatrzęsła. Na szczęście byliśmy już w bezpiecznej odległości. Nie mogłem dłużej czekać.

-Jak to wszystkie kraje. Ile krajów na świecie się zbuntowało a ile jeszcze zostało?

-Ta śmieszna maskarada jaką urządzili to byli Niemcy, którym raportowaliśmy przebieg naszej działalności. Napisał w wiadomości:
„Gratulujemy uwolnienia od tego kłamstwa. Budźcie ludzi jeszcze więcej, albo pożałujecie. Kraje całego wschodu-Japonia, Korea, Chiny, Rosja, Australia, Izraelskie Królestwo Zjednoczone, i większość Afryki. Zostały tak naprawdę nieliczne kraje Europy centralnej i zachodniej, no i cała Ameryka. Cieszcie się, bo to początek czegoś dobrego. O wyniku sprawy prosimy poinformować nas drogą standardową. Dopóki się nie przyłączycie nie przekażemy żadnej informacji do Włoch, którym raportujemy wyniki naszej strefy EURO CENTROWSCHÓD.”

-Czyli to koniec wojny, tak?

-Tak!-kiedy znowu Bożena wybuchnęła śmiechem i rzuciła mi się na szyję zobaczyłem Rob’a. Był mocno zdezorientowany tym co zastał.

-Rob, to koniec wojny. Cały wschód się już budzi. Rząd przyłącza się do buntu i rozprawimy się z ONZ!-wykrzyknęła też Marina i przytuliła Rob'a. Przysiągłbym, że to ostatni raz, kiedy widziałem jak Rob płacze.


-Robert Werbowy we własnej osobie-Stefan grał pewnego siebie i zaczął klaskać w dłonie-brawo! Bravissimo!

-Belle italiano - odpowiedział Robert, który nie zwolnił kroku i szedł skuć ręce Stefana. Kiedy już siedzieli przy jednym stole wszyscy czterej: Jola, Błażej, Robert i skrępowany Luigi pan Minister, odezwał się ponownie-Widzisz Stefan, co to niewola?-na to pytanie zaczął bardzo się rechotać.

-Sprawa jest prosta panie kolego-Błażej przechylił trochę głowę i spojrzał Stefanowi prosto w oczy. Na ten wzrok Stefan popuścił trochę w spodnie-nie jesteś zwierzęciem. Nie zabijamy też dla sportu, więc najprawdopodobniej przeżyjesz. Jednak nie będzie to na Twoim układzie. Ani w sumie na żadnym innym, tylko na naszym układzie. Te informacje, z którymi się zapoznałeś są sfabrykowane. Sam się zastanawiałem jak to wysyłaliśmy parę tygodni temu czy się nie poznasz na tym głupim raporcie.
Stefan jeszcze był pod ogromnym wrażeniem tego co usłyszał i zobaczył. Trójka ludzi trzymała go tam gdzie nie lubił, żeby ktokolwiek go trzymał. Czuł się ograniczony jak schwytany lew w klatce. Dopiero co swobodnie hasał pomiędzy „śpiącymi”, a teraz widzi przed sobą pewnych siebie opryszków, którzy wyglądają jakby mówili prawdę.

-Planujemy zrobić tu totalną rozróbę-odezwała się krwisto czerwonowłosa dziewczyna-co nie Robert?

-Oj będzie się działo-Robert przycisnął dłonią głowę Stefana do stołu-nie chcesz naprawdę nam potowarzyszyć?-cała trójka zaczęła głośno się śmiać, a Stefanowi puściły już wszystkie zawory i zsikał się i rozpłakał jednocześnie.


Zanim wyjechaliśmy z Olsztyna Błażej zapytał mnie czy pamiętam 
coś z dzieciństwa. Kiedy opowiedziałem mu o moim śnie, powiedział, że wie jak mi pomóc. Zaprowadził mnie do jakiejś piwnicy w śródmieściu Olsztyna i zostawił tam samego. Było tam łóżko, tablica korkowa z poprzypinanymi jakimiś zdjęciami i notatkami i naprawdę dużo książek. Wszędzie unosił się kurz. Przy biurku koło łóżka stało staroświeckie krzesełko. Na biurku obok dużego monitora stała lampka, a pomiędzy klawiaturą i myszką leżała jedna książka. Jej tytuł to: „Prawda-czym jest, jak ją znaleźć”.
Koniec Tomu I

PS:czekajcie na wydanie w PDF wersji książkowej, a już za miesiąc zupełnie nowa seria.

PPS: ...do Miasta Marzeń jeszcze wrócimy!