Miasto Marzeń-część 10



-Pierwsze i najważniejsze-mówił ostrym tonem głosu, jeszcze nikomu nie zależało na tym żebym coś zapamiętał-to jest wojna bracie. Ludzie dookoła giną, zostają zabijani, tak jak twój przyjaciel Bart, i niedługo może tak się stać ze wszystkimi.
-Dobrze, to pierwsze, a kolejne?-zapytałem szczerze zaciekawiony.
-Dalej…-podrapał się po krótkich włoskach na brodzie i zamyślił-kolejne z ważnych rzeczy, to żebyś w końcu przestał polegać na słowach innych a zaczął samemu kombinować co robić. To jest naprawdę ważne.
-Chcesz mi powiedzieć, że nie napiszemy na to żadnego planu, albo chociaż jakiejś mapy?
-Nie na tym życie polega, ale w tym wypadku, wszystko musi pójść zgodnie z planem. Chodzi mi bardziej o to, żebyś nikomu nie ufał na słowo. W tym systemie nawet dwie pozornie sprzeczne ze sobą organizacje nie muszą mieć różnych celów. Mogą po prostu walczyć o władzę, a robić z innymi co sobie zechcą. Rozumiesz?
-Tak, chodzi ci o to, że trzeba każdego poznać, jakie ma cele, zanim mu się zaufa. A masz czasami tak, że komuś ufasz po jednym spojrzeniu? Patrzysz na niego i mówisz, tak to człowiek, któremu zaufam?
-Tak, często tak mam-zaczął ściągać bluzę i pokazał bliznę w okolicach lewego barku, nad samym sercem-to moja nauczka, że nie powinno się ufać nawet osobie, którą się kocha.
-Ojej, musiało boleć.
-Zdrada nie jedno ma imię. Powiedz mi, czy ty się czegoś boisz Robert?
-Czemu? Czego mam się bać?
-Tak tylko pytam. Odczuwasz strach?
-Czuję się słaby jak mam zrobić coś czego nigdy nie robiłem.
-Przed tobą los tego miasta i wielu wielu innych. Wynik badania ogłoszono już we wszystkich państwach członkowskich, czyli na całym cholernym świecie. Pozostało nasze miasto, które czeka na ogłoszenie twojej żony, że projekt jest niezaprzeczalnym geniuszem i utopią tylko tą osiągniętą, do której zbliżały się ustroje przez ostatnie tysiące lat. Ja chcę pokazać w ciągu najbliższych trzech dni, że ten świat to dystopia, że to śmierć społeczeństwa i żaden humanitaryzm w ograniczaniu środków do funkcjonowania. Czujesz powagę, przyjacielu?
-Czuję się słaby, o to ci chodziło? Chciałeś, żebym tak się poczuł?
-Teraz czujesz się słaby, ale niech pamięć o tym jakie to ważne da ci siły do zrobienia odpowiednich kroków jutro. I przez następne dwa dni również. Masz dać z siebie najwięcej. Zrób to dla Barta, Roba, i wszystkich, którzy chcą prawdziwego życia, a nie tej podróbki.
Siedzieliśmy w podziemiach lecznicy. Podobno dawno temu lekarze bawili się tu w niezłe eksperymenty, i mówili ludziom, że ich bliscy zmarli na dziwną chorobę, a tak naprawdę robili z tymi ciałami straszne rzeczy. Siedzieliśmy w archiwum, gdzie pracował niegdyś bliski przyjaciel Błażeja. Sam Błażej zdawał się przez chwilę nawet radosnym i pełnym humoru człowiekiem, ale po chwili pojawiał się na twarzy ostry grymas, jakby nie ufał nawet ścianie i musiał upewnić się czy nadal nią jest. Chodził zdecydowanym krokiem, a na nogach miał ogromne, ciężkie trepy. Spodnie w kolorze szarozielonej khaki, i koszulka, która uwydatniała świetnie wyrzeźbione mięśnie. Siedzieliśmy w nadziei, że tu najmniej będą nas się spodziewać a jak przyślą jakiegoś łebka, to jednego nie będzie ciężko ominąć. Później coś się wymyśli. W międzyczasie, kazał mi myśleć jak się stąd wydostać. Skoro jesteśmy ścigani, i chcą mnie zabić, to musimy wyjść ukradkiem. Jednak pomyślałem o czymś innym.
-Mam przy sobie trochę pieniędzy, może tym przekupimy ochronę?
-Nie, te pieniądze przydadzą ci się później. Zobaczysz, że jeszcze będziesz błagał o jakąś forsę, bracie. Ja jestem z zewnątrz. Biegam po tym świecie więcej niż ci przywódcy, którym podetknięto papier i kazano się zastosować.
-Ok-posmutniałem, poczułem się jakbym był w beznadziejnej sytuacji. Błażej wyglądał na nieugiętego. Postawą nawet nie dał po sobie znać, że coś tu nie gra, że musimy stąd szybko wyjść, albo, że może coś nam się dziwnego przydarzyć.
-Mówisz, że ta ‘trutka’ w takiej ilości pozbawiła mnie świadomości, a co stało się z Robem i Mariną?
-To Marina była u Ciebie z Robem? Rob się rozpłynął, ale Marina przejęła dowództwo nad obozem buntowników. Rozmawiałem z nią, jestem pewien, że lubi się z twoją żoną, bez urazy-machnął dłonią jakbym miał zlekceważyć ostatnie słowa, które wypowiedział.
-Nie ufasz jej? Dlaczego? Wiesz co z Robem?
-Rozmawiałem z nim i Bartem jakiś rok temu przez łącza komunikacyjne. Ustalili wtedy, że mają już wyjścia z bramek w całym mieście, i wystarczy każdemu z ochroniarzy dać 500 zł za łebka. Wystarczy każdemu nowemu dawać tyle kasy i po sprawie.
-Mam 50 tysięcy. Takich banknotów na pęczki ma moja żona w walizce.
-Wiesz gdzie ta waliza? No jasne, że wiesz! Durniu, czemu nie wpadłeś na to wcześniej! Możemy jeszcze uratować tyle osób! Ale kto załatwi mi taki transport…już wiem! Przecież Lenny ma u mnie dług wdzięczności-walnął się mocno w kolano, że klasnęło na całe piętro.
Usłyszeliśmy, że ktoś mówi: „odgłos dobiegał stąd”. W mgnieniu oka Błażej przytulił się plecami do ściany przy jednym z boków drzwi. Wyjął nóż i przygotował pistolet. Postanowiłem rzucić się w kąt za szafkami. Kroki zbliżały się coraz szybciej. Słyszałem kroki więcej niż jednej osoby.


PS: opowiadanie o tym co przydarzyło się Błażejowi ukarze się w innym opowiadaniu