Miasto Marzeń-część 5

Kiedy odchodził pomyślałem, że to jakieś szaleństwo. Ufam Bartkowi jak własnemu bratu, ale to co zaplanował dla tego dziwoląga to jakiś kosmos. Dlaczego wybrał akurat jego na kolejnego przebudzonego. Skąd wiedział, że od razu chwyci przynętę i tak szybko się zasymiluje do nowych warunków? I dlaczego u diabła nie chciał mi nic więcej o nim powiedzieć. Otoczył go jakąś aurą tajemniczości, przez co bardzo się bałem co będzie dalej. Standardowe procedury powinny dla niego wystarczyć. 

Poszedłem się przebrać i skończyłem na dziś pracę. Udając szarego przechodnia zastanawiałem się nad tym co wydarzyło się przez te ostatnie 25 lat w tym mieście. Mam zaledwie 30 lat, ale tak nie powinno funkcjonować życie nikogo. Wszedłem do domu, pokazałem się telewizorkowi, i zjadłem przy nim grzecznie nowe tabletki. Farsa, którą odstawiam za każdym razem kiedy wrócę do domu jest takim nawykiem, że tylko jako przebudzony wiem, jaki jest dziwny i niedorzeczny. Ale jako zombiak, byłem w takiej samej nie wiedzy. Każdy dookoła się truje i ledwo dycha, a na dodatek cieszy się z komfortowych warunków w jakich żyje. Idąc do łazienki, żeby móc w końcu posłuchać muzyki dotarło do mnie, że zapomniałem mu dać jeszcze koperty. Poczułem jak krew gromadzi się na twarzy dając jej niebywale buraczany kolor, szczególnie, że jestem rudym bladym jegomościem. Jak mogłem dać plamę akurat przy nim! Wszystko przez Jolkę. Gdyby o niej nie wspomniał na pewno bym sobie uświadomił, że czegoś mu nie dałem. Idąc na wieczorne czytanie będę musiał zboczyć do Bartka i powiadomić go, o tym, że ze strony Roberta, będzie totalna improwizacja. Jak dobrze, że będę mógł trochę wyciszyć buzujące nerwy przyjemnym brzmieniem gitary.

Idąc zastanawiałem się jak zachowa się Robert, jak policja rozpozna go i będzie chciała od niego kasę. Myślałem też co może być w nim wyjątkowego. Jest ode mnie sporo starszy, mógł mieć niezłego farta, że znalazł się w gronie pozostawionych do udziału w projekcie. Może najwięcej pamiętać z poprzedniego systemu. Poszedłem do domu Bartka, ale tam go nie zastałem. Zaryzykowałem wtargnięcie do piwnicy. Schodząc po schodach, minąłem się  z wysokim chudym okularnikiem, który nie miał ani jednego włoska. Poczułem coś dziwnego kiedy przechodziliśmy obok siebie. Postanowiłem uzbroić się w czujność otwierając drzwi do piwnicy Bartka. Bartek leżał pobity na podłodze, na środku pustej jak niezamieszkany pokój piwnicy. I wtedy usłyszałem jak łysol się śmieje. 

Nie oddycha. Kiedy próbuję uciskać serce słyszę jak żebra łamią się w kolejnych miejscach. Jest zdeformowany i połamany na kawałki. Łysol mógł go tłuc nie wiedząc jak sprawdzić czy żyje w ogóle. Kazali mu pewnie go bić przez 40 minut wszystkim i wszędzie. Na każdym kawałku skóry widać tylko sińce w różnych odcieniach fioletu i żółci. Przerażony zacząłem sapać i krztusić się. Co teraz? Pierwszy raz ktoś postanowił tak ostro rozprawić się z przywódcą naszego szczepu buntu. Ciekawe co z Mariną. Jeśli to już koniec buntu? Jeśli ktoś odkrył zarówno nas jak i ludzi Mariny . Musimy zacząć szybko działać. Może Robert to rzut na taśmę. Słyszę jak kobiece obcasy biegną w stronę piwnicy, w której klęczę nad Bartkiem i po chwili wpada do pomieszczenia. To Marina.
-Rob?! Co się stało?