Miasto Marzeń-część 3


Po chwili marszu czuję ciepło na policzkach. Słońce świeci dziś jakby wyraźniej zza chmur. Mrużę oczy i czuję ciepło na powiekach. Pomyślałem, że inni uznają mnie za chorego, więc zaraz się poprawiłem i wróciłem do równego tempa marszu. Oprócz policjantów, którzy jakby już mnie nie rozpoznawali po poplamionych spodniach, dostrzegłem też brak zainteresowania kogokolwiek. Każdy szedł w sobie upatrzonym celu. Każdy z gracją siebie omijał, a ja zacząłem uważnie przypatrywać się poszczególnym twarzom, jednak z każdą sekundą jakby ciężej mi było skupić się na trasie do biblioteki. Po chwili musiałem przystanąć. Jak tylko się zatrzymałem poczułem jakbym w życiu wcisnął przycisk stop. Jakbym słuchał ciągle tego samego utworu, albo czytał ciągle to samo opowiadanie, i się zatrzymał. Coś tu nie gra! Ja muszę być wyjątkowy, skoro wszyscy chodzą a ja się zatrzymałem. Jednak jak zobaczyłem zaciekawiony wzrok policjanta poczułem się źle, zabolał mnie brzuch i od razu przypomniało mi się gdzie idę. Na miejscu poczułem dziwny zapach. Te książki mają inny zapach niż te co mam w domu-uświadomiłem sobie. Podszedłem do kolegi z podstawówki, który pracował jako pomocnik w szukaniu książek.

-Cześć Antoni!-zawołałem ciepło na przywitanie.
-Cześć Robert!-odpowiedział odpowiednim gestem dłoni otwartej w moją stronę i podszedł.
-Co cię tu sprowadza? O czym chciałbyś poczytać?
-Szukam czegoś, czego jeszcze nie czytałem-powiedziałem, myśląc, że to konkretna specyfikacja oczekiwań.
-Ale w jakiej dziedzinie nauki? Może chciałbyś coś z psychologii?
-Skąd wiedziałeś!?-wykrzyknąłem, mając na końcu języka właśnie ten rodzaj nauki.
-Już potrafię wyczuć po co przychodzi do nas dany człowiek. Zaraz znajdę ci coś ciekawego. Usiądź wygodnie.
-Dzięki-usiadłem na kanapie i wtedy ją ujrzałem. Długie, piękne rude falujące włosy. Smukła twarz. Siedząc od niej oddalony o kilka metrów mogłem poczuć jej zapach. Jakby nowe tabletki dały mi wzmocnioną siłę zmysłów. Zaczęło też mnie boleć w kroku i poczułem dziwne mrowienie na karku. Może powinienem udać się do lekarza? Jednak na tą myśl stanął mi obraz nieżyjącego doktora. Kto mógł do tego dopuścić? Przyglądam się jak mechanicznie przewraca kartki, jakby nie wnika w temat który czyta, a szuka tego co chce się dowiedzieć. Jakiejś ważnej informacji. Drobnego detalu, którego z precyzją komputera wyszukują jej oczy. Wnikliwe, z długimi rzęsami oczy poszukiwacza.
Nagle jakbym obudził się ze snu. Wzdrygnąłem się jak usłyszałem, że ktoś energicznym krokiem zbliża się w moim kierunku. Kiedy Antoni przyniósł mi „Podstawy Psychologii” zacząłem wnikać w treść jakby z nową umiejętnością. Po każdym przeczytanym zdaniu jakby w mojej głowie pojawiały się pytania: dlaczego tak? Co to znaczy? Jak można to potwierdzić. Oczywiście książka zaraz podawała odpowiedzi na pytania, które zadawałem, ale zaraz znowu pojawiało się pytanie: ale dlaczego? I tak dowiedziałem się o kilku warstwach naszej świadomości, o tym, że pamięć nie funkcjonuje jak komputer, a raczej jak żywy organizm, który próbuje siebie zrozumieć. Dowiedziałem się o intuicji i o analitycznym myśleniu. Czułem, że ten makaronowy stwór w głowie jest bardziej skomplikowany, w porównaniu z tym jak wygląda na obrazach. Dowiedziałem się o aksonach, o tym jak impulsy elektromagnetyczne przepływają przez tą maszynkę tak iż w końcu coś zapamiętujemy. Pomyślałem sobie o tym, że może ktoś wpadł na pomysł, żeby jakieś obszary blokować. Skoro dużo w tych procesach zapamiętywania bierze udział chemia, to może można nią manipulować tak, żebyśmy coś pamiętali albo coś szybko zapominali. Myślałem o wspomnieniu rodziców i tajemnicy. W jednej sekundzie zobaczyłem znowu zatroskaną twarz Tatka, który mówił mi, żebym nie zdradzał nikomu tajemnicy. Ta ostatnia chwila z Tatkiem jakby zakorzeniła się najbardziej w mojej pamięci.

Po chwili zauważyłem, że tylko ja rozglądam się i dedukuję coś w makówce, a każdy ma nos zwrócony w swoją książkę, którą czytał. Poczułem znowu mrowienie na plecach i postanowiłem ruszyć w stronę wyjścia.  W pół kroku jednak wróciłem do Antoniego aby podziękować mu za lekturę. Teraz mam inny plan. Chcę iść pracować nad mózgiem w domu, żeby mnie nikt nie rozpoznał, że jestem specjalny. Idąc poczułem jakieś dziwne zadowolenie z wiedzy, którą nabyłem. Poczułem, że powinienem komuś podziękować za to, że to wiem. Musiałem wręcz się powstrzymywać, żeby nie pobiec do domu z ekscytacji jaka rozsadzała moje mięśnie i stawy.  I wtedy zobaczyłem jak ktoś do mnie macha ręką. Normalnie bym tego nie zobaczył, bo ta ręka była wielkości muchy i jakbym poczuł, że tam coś się rusza i powinienem się temu przyjrzeć. To co poczułem, że widzę, działo się na drugim końcu całej biblioteki. Dzieliło nas jakieś 400 metrów, ale udało się dostrzec szarą czapkę i uniform w tym samym kolorze. Jakiś mężczyzna machał wyprostowaną ręką wskazując palcem wskazującym punkt nade mną. Spojrzałem tam gdzie wskazywał palec i zobaczyłem tylko kolorowe paski na suficie. Mężczyzna machał ręką powoli, jak wahadło, po czym powoli opuszczał rękę mając ją cały czas wyprostowaną i z punktu nade mną wskazywał teraz mnie. Niewiele myśląc ruszyłem w jego stronę. Teraz wiem, że się uśmiechał, ale nie byłem tego pewien idąc w jego stronę. Zanim wszedłem między regały, gdzie przed chwilą jeszcze stał mężczyzna w szarym uniformie, poczułem jakieś ukłucie w brzuchu, które zmusiło mnie do rozejrzenia się za rudą kobietą z falującymi włosami i pięknymi oczami. Czy to miłość o której się dowiedziałem niedawno?