Miasto marzeń cz.2

Kiedy przechodziłem przez dyspozytornię zapytałem wykładowcę dlaczego leków na grypę, raka i malarię jest więcej niż te, określane mianem, dla „specjalnie chorych”. Powiedział, że te leki nie różnią się mocno i pokazał pudełka z jednymi i z drugimi. Oba były brązowe, tylko jedno miało wstążkę niebieską, a drugie czarne-właśnie te z czarną wstążką pojawiały się pod drzwiami każdego obywatela pierwszego dnia miesiąca. Poprosiłem, żeby mi dał spróbować tych z pudełka z niebieską wstążką i powiedział, że nie mogę. Że mogę umrzeć jak się okaże, że nie jestem specjalnym. Wtedy zapytałem go co to jest tajemnica, a on powiedział, że to coś co nikt nie może wiedzieć. I po raz pierwszy poczułem coś dziwnego. 

Poczułem się tym specjalnym, który przeżyje. Bo ja wiem co to jest tajemnica.



Powołałem się na prawo do wolności wyboru i zrezygnowałem z dalszej nauki. Opuściłem grupę i szedłem w stronę wyjścia. Ogarnęły mnie dotąd nie znane uczucia. Pomyślałem, że muszę wiedzieć jak smakują tabletki dla specjalnych. To brzmiało wspaniale. Widziałem już nagłówki w gazetach, to ten, co sprawdził, czy może przeżyć spożywając tabletki dla specjalnie chorych. Po chwili jednak dostrzegłem pod wejściem do gabinetu brązową paczkę z niebieską wstążką-paczkę w jakiej trzymał przed chwilą profesor tabletki dla specjalnych. Zapukałem do drzwi, lecz nikt nic nie mówił. Kiedy wszedłem do środka, trzymając już paczkę pod pachą zobaczyłem siwego mężczyznę, w białym fartuchu który nosił każdy pracownik Tabs Incorporation. Siedział na krześle przy biurku, ale odwrócony tyłem. Kiedy sprawdzałem, dlaczego nie odpowiada na moje pytania dostrzegłem jak kałuża krwi leje mu się pod szyją. Postanowiłem, że szybko kogoś poinformuję, jednak coś mi podpowiadało, żebym zatrzymał sobie tabletki. Otworzyłem więc szybko paczkę i dostrzegłem, że inne paczki kartonowe leżały ułożone między meblami a ścianą, dodałem więc tą jedną przeze mnie otwartą paczkę a zawartość schowałem do plecaka. Kiedy poinformowałem już wszystkich, od portiera, aż po funkcjonariusza policji o zajściu, mogłem zmierzać do wyjścia, jednak pewien człowiek w czapce policjanta zapytał mnie co mam w plecaku. Poczułem jak w policzki uderza mnie gorąco, a serce chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Myślałem, że umieram. Ręce mi się trzęsły a nim się zorientowałem miałem już obsikane spodnie.

-To nic-uspokaja mnie funkcjonariusz-tak to bywa, jak się bierze pierwszy raz leki z niebieską wstążką.

Kiwnąłem tylko głową i uciekłem.
Postanowiłem iść do biblioteki, zgodnie ze swoim zwyczajem. Ruszyłem jednak najpierw do domu, żeby przebrać spodnie. Każdy policjant, który mijał mnie na ulicy kiwał mi głową i zdejmował czapkę. Czułem się jak we śnie. To co spędzało mi sen z powiek stawało się prawdą-każdy mnie zna. Już wszyscy wiedzą gdzie idę. Spojrzałem na ręce i się uspokoiłem. Nie mam wszczepionych żadnych kabli pod skórą, to nie możliwe. W domu poczułem głód a na ekranie zaświecił się znaczek, że już za 2 godziny czas spożyć tabletkę. Kiedy pojawił się znaczek, poczułem niepokój. Sięgnąłem do plecaka i zobaczyłem ile ich mam. Co zrobić z resztą? I wtedy jakbym uderzył się w głowę dotarło do mnie, że tabletki się rozpuszczają. Postanowiłem więc spożyć właściwe tabletki, a potem zwymiotować je do sedesu. Następnie spożyć te tabletki dla specjalnych. Jednak w chwili kiedy przykładałem dłoń z normalnymi tabletkami do ust, przypomniało mi się, że w wodzie one rozpuszczą się równie skutecznie, więc wrzuciłem je bezpośrednio do sedesu i spłukałem wodę.
Tabletki dla specjalnych smakowały tak samo, i czułem się chwilę po nich bardzo podobnie, czyli żadnych rezultatów na pierwszy rzut oka. Jednak kiedy wymiotuję tabletkami od kilku tygodni zaczynam dostrzegać u siebie zmianę. Zaraz się przekonam, czy jestem specjalnym. Wychodzę z domu i ustalam gdzie jest najbliższa biblioteka.

Jestem funkcjonariuszem policji od jakichś 35 lat. Przed wdrożeniem projektu dali mi wybór, albo przeprowadzkę, albo pozostanie w tym zadupiu. Powiedzieli, że trzeba pilnować nową generację społeczeństwa. Będą w pełni kontrolowani. My mieliśmy tylko pilnować, żeby ci którzy mogą jeść serum, je spożywali, a ci którzy mają brać ogłupiacze, będą je nadal brali. Serum było potrzebne na codzienną poranną dawkę chemikaliów puszczanych w dronach. Humanitarna Pomoc? Z jednej strony można się śmiać, że ogłupiani ludzie pakują sobie sami trutkę przez co ledwo żyją. Z drugiej strony, w trakcie mojej 10 letniej kariery nie mogłem uwierzyć, że można zdziałać tyle dla pokoju i bezpieczeństwa na ulicach, chodnikach i zakamarkach Olsztyna. Jakby ciemne czasy minęły. Tylko jak patrzę na ten pusty wzrok ludzi. Do dnia dzisiejszego. Kiedy na niego spojrzałem, zobaczyłem, że musiał wracać do świata żywych. Z kieszeni wystawała mu niebieska wstążka, oczy rozbiegane jak u nastolatka. Zaczął znowu żyć. Od tylu lat nie mieliśmy tu nikogo kto by zaczął znowu funkcjonować. Powinienem to zgłosić. Ale co może zdziałać jeden buntownik. Ja już nie mam siły się za niego zabierać. Już mi nie zależy ani na awansach, ani na tej całej gonitwie po coś lepszego. Znajdzie go ktoś z nowych.