Podsumowanie bloga, jednakże nie zamierzam zwalniać tempa! (część 1)

Drodzy stali bywalcy, ci którzy są tu przypadkiem, albo sprawdzający jak mi idzie sympatycy,

dzisiejszy wpis (i kolejny bo jest tego za dużo) jest podsumowaniem tego co udało się zdziałać przez 2 miesiące mojej działalności w świecie blogerskim. Niestety dolary nie będą tu wyznacznikiem mojego sukcesu-więc materialiści mogą już skończyć czytać. Tak jak to bywa przy tego typu blogach, żadne określenie, slogan czy hasło-najzwyczajniej nie pasuje. Definicja mojego bloga brzmi więc mniej więcej tak: skupiam się na przekazaniu interesujących i dydaktycznych treści ułatwiające życie, oraz spojrzenie na swoją sytuację bardziej obiektywnie, do możliwie jak najszerszego grona odbiorców w celach samorealizacji oraz szczęścia; jak również trafienie do myślących jednostek poprzez anegdoty i przykłady-a wszystko to podane jako szybkie espresso, a nie mdłe i pełne piany latte. (przepraszam wielbicieli latte) 



Jak mi się to udawało? Pierwsze dwa wpisy (z 7 września) były testowe więc nie uwzględniam ich w statystykach. Więc jak poszło na początku?

5.11-zapada decyzja o działalności bloga. Wrzucam pierwsze wpisy na G+, decyduję się na zdjęcie w profilu i mówię światu skromne-"cześć, to ja". Decyduję się na jedne z najlepszych zdjęć jakie zrobiłem według mojego amatorskiego oka.


Na przekór w śniegu
6ego oraz 7ego.11 wyrzucam z szafy moje opowiadanie udostępnione w roku 2013 na konkursie gazety CHIMERA-"Otwartym tekstem"-ku mojemu zaskoczeniu nie znalazłem się ani wśród najlepszych 23 opowiadań które ukazały się w numerze specjalnym, a tym bardziej nie wygrało głównej nagrody, ustępując miejsca opowiadaniu o synu, który postanawia pewnego dnia odrąbać swojej mamie głowę. Jeśli ktoś wie, jak to było możliwe, niech pisze w komentarzu!

Następnie udostępniam świeżutkie, przemyślane i konkretne opowiadanie Oczekiwania kontra rzeczywistość. Chyba nie skłamię, że reakcja świata zewnętrznego była całkiem żywa, i pojawiło się sporo wyświetleń. Byłem z jednej strony dumny, a z drugiej zdeterminowany do dalszego pisania.

16ego listopada udostępniam dwa teksty, jeden na potrzeby zjawiska, które mnie zaintrygowało i musiałem się podzielić swoimi spostrzeżeniami, jak również to co planowałem napisać, czyli zasady jakich chcę się trzymać pisząc tego bloga. Był to swoisty kodeks, do którego odwoła się każdy, który czyta mnie od początku, i będzie całkiem słusznie rozliczał z tego co napisałem.

18ego listopada wrzuciłem również już dawno napisane opowiadanie, które początkowo planowałem bardziej rozwinąć. Jednak jak się okazało Tornado spełniło swój cel, który miałem pisząc to opowiadanie. Więc po drobnych przeróbkach udostępniłem to opowiadanie z myślą, że powtórzy sukces Oczekiwań. Jednak się rozczarowałem, jeśli ktoś wie dlaczego, proszę o komentarz...

21ego listopada piszę artykuły, które czułem, że są potrzebne. Z jednej strony byłem przerażony tym co po raz kolejny mignęło mi w serwisie Youtube, a z drugiej- książka, która siedzi mi w głowie, często do niej wracam i miała duże znaczenie na to w jaki sposób piszę.  
Dziwne te liście, nieprawdaż?

To tyle w części pierwszej mojego podsumowania pierwszych kroków na blogu. Dostrzegam po tym pierwszym miesiącu pisania, że przeszedłem ogromną metamorfozę, być może co wnikliwsi dostrzegą to w kolejnej części. 

Jeśli chodzi o zdjęcia, okazało się, że najwspanialsze zdjęcia, które kiedykolwiek zrobiłem przepadły gdzieś bez śladu. Przekopałem już wszystko co miałem, jednak gorzka (oj jak bardzo była ona gorzka) pigułka do połknięcia, jest już za mną. Mam jeszcze pojedyncze, które będę udostępniał. Jednak obiecuję wziąć się za siebie, odkurzyć zasady fotografii, oraz w końcu wybrać się na łowy (cały czas mam na myśli zdjęcia). 

Wyświetleń w momencie w jakim się znajdujemy miałem około 1/3 tego co mam teraz. To pokazuje skalę w jakim zrobiłem postęp i co udało się zrobić.

Dziękuję bardzo za uwagę, i bardzo proszę, poświęć jeszcze minutkę na dopisanie konstruktywnej uwagi.

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Rafau